Czy boisz się tego, co jest trudne? Czy na myśl o konieczności zajęcia się problemem kulisz się w środku z niepokoju i bezradności? Taka reakcja to 31 views, 8 likes, 1 loves, 1 comments, 1 shares, Facebook Watch Videos from Porozmawiajmy o emocjach.: Życie to ciągłe wybory. Cały czas musimy Provided to YouTube by Independent DigitalCzego się Boisz Głupia · Jan Kaczmarek · Jan Kaczmarek · Jan KaczmarekNajwiększe Przeboje℗ 2008 Luna MusicReleased 3.7K views, 31 likes, 35 loves, 20 comments, 9 shares, Facebook Video from Ilona Adamska: Sięgaj gwiazd. Są bliżej niż myślisz! Kilka słów na niedzielę ️ "Nie przegap tych wszystkich dni między dziś, a tym czego się boisz, albo nie możesz doczekać." /Regina Brett/ "Poczuj zapach morza i nieba . Pozwól 117k Followers, 145 Following, 127 Posts - See Instagram photos and videos from Albo żyjesz, albo się boisz (@_anna18plusvat) X0qV. i Sara Janicka zatańczy z Akopem Szostakiem Sara Janicka (24 l.) to nowa tancerka, która pojawi się w kolejnej edycji "Tańca z gwiazdami". Partnerować jej będzie Akop Szostak (31 l.), zawodnik MMA i były kulturysta rosyjskiego pochodzenia, którego żoną jest trenerka bikini fitness Sylwia Szostak (33 l.), była uczestniczka show "Agent - Gwiazdy". Sara Janicka w 2015 roku wystąpiła w 8. edycji "You Can Dance", gdzie zajęła 8. miejsce. W 2018 roku w parze z tancerzem "Tańca z gwiazdami" Kamilem Kuroczko uczestniczyła w show "World of Dance". Para dotarła do półfinału. Sara Janicka jako tancerka zdobyła międzynarodową klasę "S". Wygrałam także zawody w gimnastyce artystycznej w Kairze. Nowa uczestniczka "Tańca z gwiazdami", gdy brała udział w "You Can Dance" studiuję psychologię na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza Poznaniu. Zauważyłam, że zaczynam pisać posty gdy jestem smutna... Wiem, długo mnie nie było. Podejrzewam, że potrzebowałam prywatności, ułożenia sobie życia: w nowym miejscu, z nowymi ludźmi. Jest godzina 2:14 w nocy, nie mogę spać. Uczę się na zaległą socjologię oraz BHP z pracy które również zawaliłam. I to jest ten czas, gdy wspominam o tym co było oraz o tym co aktualnie jest. Przeglądam profile przyjaciół którzy zaczynali od zera... tak jak JA. W tej chwili spełniają swój 'amerykański sen' a Ja? A Ja tęsknie... za tym co było, za rodziną, za domem i za ulubioną knajpą która jako jedyna była otwarta we wsi. To jest ten wieczór, gdzie uświadamiam sobie, że to co miałam pod nosem i nie doceniałam, w tej chwili brakuje mi najbardziej. Gdy tęsknie, dzwonię do Taty. Zazwyczaj chodzi o jakieś bzdety typu: spadł śnieg? Robię to dlatego, aby usłyszeć jego głos. Po zakończonej rozmowie, zamykam się w pokoju i płaczę godzinę w poduszkę. To są te momenty, w których oddałbyś absolutnie WSZYSTKO, aby przez chwilę spędzić czas z rodziną. Zdałam sobie sprawę, jak wiele rzeczy mnie ominęło przez ten czas gdy mnie tutaj nie było, jak bardzo zaniedbałam to co robiłam z pasji, pomaganie Wam pomagało mi. To był lek na wszelkie rany wyrządzone przez okoliczności otaczające mnie. Gdy miałam zły dzień, czytałam Wasze maile i rozmawiałam z Wami. Przeżywałam wraz z Wami wasze przykre przeżycia, utratę bliskiej osoby, bądź zwykły nadawający się do dupy dzień. Cieszyłam się, gdy wasze problemy zostały rozwiązanie, gdy porozumieliście się z rodzicami albo chociaż poprawiliście ocenę w szkole. Wiedzcie, że o Was pamiętam, o moich czytelnikach. Mnóstwo znajomych odradzało mi prowadzenia strony, abym już zaprzestała pisać blog. Linczowali mnie za to, że byłam otwarta w świecie internetu, że dałam siebie Wam poznać. Posłuchałam ich... Odeszłam. Przez ten czas, nie byłam sobą. Brak kontaktu z Wami spowodował, że stałam się szarą rzeczywistością ponurego miasta. Straciłam cały koloryt życia jaki prowadziłam. Przeglądając facebooka znajomych, uśmiechałam się na samą myśl: "Pamiętam jak sprzedawała spodenki na fotoblogu, a teraz jest najpopularniejszą blogerką. O, a ten zaczął od Minecrafta a teraz buja się po Dubaju, a ten i tamten..." i tak dalej... Rozumiecie o co mi chodzi? Zdałam sobie sprawę, że zrezygnowałam ze spełniania marzeń, z robienia sobie i Wam przyjemności (jakkolwiek to beznadziejnie brzmi) z tego, że dzielę się z Wami tym co siedzi we mnie. Podjęłam bezmyślną decyzję którą ja Wam wpajałam tyle czasu, abyście nigdy tego się nie podejmowali: NIE REZYGNUJCIE Z MARZEŃ! Wiem, że jest to ciężkie do zniesienia, gdy Twoi znajomi wystawiają na Ciebie opinie niezbyt pochwalną. Gdy, od osób trzecich dowiadujecie się co tak naprawdę myślą o Tobie ludzie, o których nigdy w życiu byś tego nie podejrzewał "no bo przecież my się tak lubimy, to dlaczego ma na mnie źle mówić?". Nigdy nie wsłuchujcie się w to co mają do powiedzenia osoby, które uważają jak lepiej spożytkujesz resztę swojego życia. To Ty musisz podejmować decyzję i nie ważne czy będzie ona dobra czy zła. Uczymy się na własnych błędach, musisz zasmakować porażki aby bardziej cieszyć się ze swojego sukcesu. ALBO ŻYJESZ, ALBO SIĘ BOISZ. Zastanów się co jest tak naprawdę dla Ciebie ważne i miej mądrość i odwagę aby budować w okół tego swoje życie. Dr Judi Orloff, psychiatra i profesor psychiatrii na UCLA (University of California, Los Angeles) w Stanach Zjednoczonych, od lat zajmuje się toksycznymi ludźmi - wampirami, które zjadają naszą energię. Wampiry manipulują, osaczają, obniżają innym samoocenę. Potrafią wchodzić w rolę ofiary i bezustannie oskarżać. Umiejętnie wpędzają w poczucie winy tak, że wydaje ci się, że to ty źle postępujesz. Przebywanie z nimi dłuższy czas sprawia, że zaczyna otaczać cię zła energia, a ona wpływa na twoje samopoczucie. Jakie są główne symptomy, które sugerują, że żyjesz z energetycznym wampirem?1. Cały czas czujesz się wyczerpanyNie masz siły na nic, a wypoczynek nie przynosi ulgi. Masz nieustające poczucie całkowitego Nie cieszą cię rzeczy, które sprawiały ci przyjemnośćW dodatku bardzo często jesteś krytykowany za ich robienie lub wręcz wyśmiewany. Oddając się ulubionym zajęciom nie czujesz radości, a często wyrzuty Masz problemy ze snem Masz kłopoty z zasypianiem, często wybudzasz się w nocy. Wstajesz rano Martwisz się rzeczami, które wcześniej nie zaprzątały ci głowy Nie możesz przestać się martwić. Wszystko wzbudza niepokój i lęk, przestajesz wierzyć w swoje Pozwalasz innym decydować za siebieTracisz pewność siebie i boisz się podejmowania decyzji. Szukasz poparcia u innych, z reguły chcesz aprobaty energetycznego Boisz się krytykiNieustająco czekasz na słowa krytyki i są dla ciebie bardzo bolesne. Nie potrafisz już rozróżnić konstruktywnej krytyki od Szybko się załamujesz, często płaczeszNawet błahe zdarzenia wyprowadzają cię z równowagi. Potrafią wpędzić w zły humor, mogą być powodem do Ukrywasz swoje prawdziwe uczuciaBoisz się powiedzieć, co myślisz, jak się czujesz. Boisz się, że zostanie to wykorzystane przeciwko Żyjesz w permanentnym stresieCokolwiek robisz, boisz się oceny. Boisz się tego, że będziesz musiał tłumaczyć się ze swoich decyzji czy zachowań. Przez to jesteś non stop Zaczynasz trzymać w tajemnicy coraz więcej rzeczyNie wspominasz o kłopotach czy porażkach, wolisz nie mówić też o sukcesach, bo będą deprecjonowane. Boisz się nieustannej krytyki swoich czujesz, że te objawy dotyczą twojej osoby, rozejrzyj się wokół siebie – masz gdzieś blisko energetycznego wampira. To może być partner, matka, koleżanka, szef. Pamiętaj, rozmowa z wampirem jest trudna i bardzo rzadko on zechce się zmienić. Data utworzenia: 26 maja 2021, 13:31Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie znajdziecie tutaj. Czy wiesz, że nie ma drugiego miejsca, na które miałabyś tak duży wpływ jak na swój dom? A poczucie “domowej szczęśliwości” w dużej mierze wynika z tego czy swój dom urządzasz sama, czy robią to za Ciebie inni, albo “okoliczności”. To Ty decydujesz jak Twój dom wygląda. To Ty decydujesz jak się w nim spędza czas. To Ty decydujesz kogo do niego zapraszasz, a kogo nie. Gdybym Cię zapytała dlaczego źle się czujesz w swoim domu, pewnie znalazłabyś wiele odpowiedzi. Twoje mieszkanie być może jest za małe, albo w nieodpowiednim miejscu. Może denerwują Cię hałasy dobiegające od sąsiadów, albo z ulicy. Twoja kanapa mogłaby być wygodniejsza, modniejsza, w innym kolorze. W Twojej szafie nic już się nie mieści, a kolory ścian Cię drażnią. Ale czy to prawdziwe przyczyny czy tylko ich “fizyczne” objawy? Istnieje bowiem wyjście z każdej sytuacji. Możesz poradzić sobie z ilością rzeczy, kolorem ścian, niechcianą kanapą. Ale czy chcesz? I czy czujesz, że naprawdę decydujesz o tym jak mieszkasz (i żyjesz). Wspólnym mianownikiem większości domowych bolączek okazuje się być brak poczucia wpływu na sytuację, w której jesteśmy. Zamiast podejmować świadome decyzje, bezrefleksyjnie podążamy za tym co myślą inni, co dyktuje moda. Kierujemy się przekonaniami, które dawno straciły na ważności, albo działamy w sposób nawykowy powtarzając zachowania, które nam nie służą. Co naprawdę powoduje, że czujesz się źle w swoim domu? {1} Ulegasz wpływom innych ludzi Mieszkasz w domu, którego nie lubisz, bo dostałaś go, odziedziczyłaś i nie mimo, że nie do końca odpowiadał Twoim wyobrażeniom o miejscu idealnym, zgodziłaś się w nim zamieszkać. Żyjesz w mieście, mimo że wolałabyś wieś, albo odwrotnie. Masz duży dom, mimo że wolałabyś mieszkanie, albo odwrotnie. Wprowadziłaś się do mieszkania, które urządził ktoś inny np, zdecydowałaś się zamieszkać ze swoim partnerem. Nie podoba Ci się sposób w jaki urządzone jest mieszkanie i chętnie wprowadziłbyś kilka zmian, ale nie chcesz popsuć waszych relacji. “Nie chcesz się kłócić”, wolisz “siedzieć cicho”. Nie znasz takich sposobów komunikacji, które pomogą Ci dogadać się ze swoim narzeczonym, mężem, partnerem i sprawią, że wnętrze urządzicie razem w sposób odpowiadający Wam obojgu jako parze. Przyjmujesz niechciane prezenty np. meble, które ktoś Ci proponuje, bo kupił nowe a “te przecież jeszcze są w całkiem dobrym stanie”; Podążasz ślepo za opiniami innych osób, trendami, nowościami. Zamiast wybierać z najnowszych kolekcji to co pasuje do Twojego pomysłu na wnętrze, robisz przypadkowe zakupy, bo usłyszałaś że “w tym sezonie modne będą fiolety, albo tapeta w monstery, albo graficzne plakaty. Twoje mieszkanie urządzone jest kolekcją przypadkowych nowości, które nie pasują ani do siebie, a nie do tego kim jesteś. Pytania do Ciebie: Kto (poza Tobą) ma największy wpływ na to jak urządzone jest Twoje mieszkanie? {2} Kierujesz się nieaktualnymi przekonaniami Żyjesz w przeświadczeniu, że “ludzie w pewnym wieku powinni się wybudować”, a posiadanie domu jest naturalną koleją rzeczy. Ty ciągle mieszkasz w bloku i czujesz się z tego powodu winna. Powtarzasz potoczne przekonania dotyczące tego jak powinien wyglądać idealny dom np. “kuchnia jest sercem domu” i podążasz za nimi bezrefleksyjnie urządzając swoje własne “M”. W efekcie masz piękną kuchnię wyposażoną w najnowsze sprzęty, ale nie lubisz w niej być, bo nie potrafisz gotować, ani Cię to nie bawi. Wydaje Ci się , że “solidne meble muszą być drogie”, “meble kuchenne to tylko te zrobione na wymiar”, “jak stół to tylko dębowy”. Zawężasz sobie pole wyboru, czekasz z urządzeniem mieszkania “aż będzie Cię na to wszystko stać”, albo bierzesz kredyt, zgodnie z zasadą “zastaw się, a postaw się” i cierpisz kiedy z Twojego konta znikają środki na opłacenie kolejnej raty. Pytania do Ciebie: Jakie są Twoje przekonania dotyczące tego jak “powinno się” mieszkać i urządzać dom? Skąd one pochodzą? Czy nadal są aktualne? {3} Pielęgnujesz nieefektywne nawyki Rzeczy, z którymi boisz się uporać odkładasz na później np. dokumenty, korespondencję urzędową. W ten sposób na Twoim biurku rośnie sterta papierów i spraw do załatwienia, a tym samym chaos, który Cię nieświadomie rozprasza i tworzy bałagan. Masz w zwyczaju nie kończyć tego co zaczęłaś np. obiad kończy się dla Ciebie w momencie zakończenia posiłku, a nie wtedy kiedy naczynia wylądują w zmywarce. Zamiast odkładać rzeczy od razu na swoje miejsce gromadzisz je w innym miejscu np. ubrania układasz na fotelu w sypialni, zamiast włożyć je do kosza na pranie lub do szafy. Kupujesz przypadkowe rzeczy, aby rozładować napięcie np. po ciężkim dniu w pracy i próbujesz nimi udekorować wnętrze. Nie sprawdzasz czy ich potrzebujesz, ani czy pasują do tego co masz już w domu czy nie. Pytanie do Ciebie: Które z Twoich nawykowych sposobów działania sprawiają, że czujesz się źle w swoim domu? Który z przytoczonych przykładów najbardziej odpowiada Twojemu sposobów myślenia, albo działania? Jak duży masz wpływ na to ja mieszkasz (i żyjesz)? Co zrobisz, aby go zwiększyć i nareszcie zamieszkać po swojemu? Atmosfera jest napięta, koronawirus szaleje, nie wszyscy członkowie rodziny czują się dobrze. Moja siostra zwierzyła się jej, że ze zdenerwowania nie spała. Na co ona bardzo spokojnie stwierdziła: „Nie ma się co denerwować na zapas, bo może będzie wszystko dobrze. A jeśli nie, to razem z tym, co się stanie, przyjdzie łaska”. Genialne! Zamknij oczy i spróbuj sobie wyobrazić, jak wygląda troska. Jak ty okazujesz troskę, jak chciałbyś, żeby była okazywana tobie. Nie śpiesz się. Spójrz na swoje życie, przypomnij sobie te wszystkie momenty, w których ktoś się tobą dobrze opiekował, w których troska towarzyszyła ci w odczuwalny sposób. Mnie z troską kojarzą się momenty, kiedy byłam chora albo byłam w jakiejś innej trudnej sytuacji i sama nie dawałam sobie rady. Gdy wszystko układa się pomyślnie, miło jest wiedzieć, że jest ktoś, na kogo możemy liczyć, gdyby coś się zawaliło, ale troska jest nam najpotrzebniejsza w sytuacjach kryzysowych. Może się wyrażać w różny sposób, zależnie od sytuacji, w której się znaleźliśmy. Inaczej przechodzimy przez ekstremalne doświadczenia, jeśli mamy obok siebie kogoś, kto się o nas troszczy. Ludzkie zainteresowanie, pomoc i czułość są nieocenione, ale… Na tym nasze wsparcie się nie kończy. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy, że jesteśmy otoczeni troską, choć to dzięki niej żyjemy. Są takie rzeczy, które stanowią pewnik, mimo że na pierwszy rzut oka ich nie widać. Widzisz powietrze? Nie, ale ono jest. I dzięki niemu żyjesz. Podobnie jest z troską Boga. Spróbujmy się jej przyjrzeć, otwarłszy rozdział 7 Apokalipsy. Najlepsze! Bóg jest osobą czynu. Nie ma mowy o stagnacji czy zrezygnowaniu, On ciągle działa. A to, co czyni, jest ukierunkowane na nas. To nie są jakieś własne robótki na boku albo prywatne hobby, które nie ma nic wspólnego z nami. Stworzenie jest oczkiem w głowie Najwyższego. On się nie męczy, nie musi odpoczywać. Nie ma tu też mowy o wypaleniu zawodowym. O nie! On takim prawom nie podlega! Podejmujemy własne decyzje i mierzymy się z ich konsekwencjami, często bardzo bolesnymi, ponad nasze siły. Tak działa nasza wolna wola. Nie myślmy jednak, że będziemy się sami z nimi mierzyć, a Bóg będzie w tym czasie stał z założonymi rękami. Nie, to nie w Jego stylu. Może przyzwyczailiśmy się do tego, że ze wszystkim musimy sobie radzić sami, w szczególności ze swoimi błędami, ale to przyzwyczajenie jest złe. Dobrze jest umieć prosić o pomoc. To może ocalić życie Najwyższy nie wchodzi w nasze problemy nieproszony, nie pcha się z butami do naszego życia. On stoi i puka (pamiętacie? por. Ap 3,20). Możemy go wpuścić albo i nie. Tu znów jest nasz wybór. On nie chce przyjść na gotowe, wysprzątane, pozamiatane i pięknie udekorowane. To nie ten typ gościa. On chce sprzątać z nami, bo wie, że jeśliby miał czekać, aż my wysprzątamy, to nigdy by się nie doczekał. Są rzeczy, które potrafi zrobić tylko On, my jesteśmy bezradni. On przecież jest wszechmocny! I miłosierny. Właśnie o tym jest rozdział 7 Apokalipsy. O Bogu, który jest wszechmocny i może wyciągnąć swoich wiernych z najgorszych tarapatów. Trzeba tylko należeć do właściwego „obozu”, czyli być w przymierzu z Bogiem. Mówiąc jeszcze inaczej, trzeba Go po prostu zaprosić do swojego życia, poprzez chrzest, codzienne wybory, własną wolną wolę. Wtedy możemy być pewni, że bez względu na to, z czym przyjdzie nam się zmierzyć, On będzie stał po naszej stronie, użyje swojej siły, swojej wszechmocy ku naszemu dobru. I to dobru pisanemu przez duże „D”. Różne mamy doświadczenia życiowe. One nieraz kształtują obraz Boga, jaki nosimy w głowie i sercu. Mam to szczęście, że mam wspaniałego tatę. I nietrudno mi sobie wyobrazić, jak wspaniały jest Bóg. Chociaż i tu muszę uważać, bo chociażby mój tato był najwspanialszy na świecie, to i tak nie będzie tak wspaniały jak Bóg Ojciec. Mój tato popełnia błędy, może coś przeoczyć, nie dostrzec niebezpieczeństwa, które mi zagraża, i nie umieć mu zaradzić, ale i tak wiem, że jest cudowny i najlepszy! Wielokrotnie zdarzyło mi się coś zawalić, wpakować się w nieciekawą sytuację, ale wiem, że zawsze mogę liczyć na mojego tatę. Jest ostatnią osobą u mnie w rodzinie, która by powiedziała: „A nie mówiłem? Ostrzegałem! Ja wiedziałem, że tak będzie. To mi się od początku nie podobało”. Kiedy myślę o tych wszystkich sytuacjach, ogarnia mnie radość, bo wiem, że Bóg po prostu musi być lepszy od mojego taty! Gdy kiedyś przed Nim stanę, On wcale nie będzie mi prawił kazań, pytał, jak mogłam, i nie przeczyta mi raz jeszcze przykazań ze szczególnym naciskiem na te, które złamałam. On mi powie, że naprawdę cudownie było ratować mnie z opresji, wyciągać z niebezpieczeństwa i da mi nową szatę, sandały i pierścień (por. Łk 15,11–32). Na tym polega Jego miłosierdzie. Bóg chce nam je objawić także w apokaliptycznym obrazie, który maluje nam przed oczami św. Jan. To niewątpliwie obraz Boga, który wkracza do akcji, kiedy Jego dzieciom grozi zło. Nie znaczy to, że usuwa wszystko, co trudne, z drogi, ale pomaga przejść przez to bezpiecznie. W ostatnim czasie przyjaciółka mojej siostry powiedziała nam kapitalną rzecz. Atmosfera jest napięta, koronawirus szaleje, nie wszyscy członkowie rodziny czują się dobrze. Moja siostra zwierzyła się jej, że ze zdenerwowania nie spała. Na co ona bardzo spokojnie stwierdziła: „Nie ma się co denerwować na zapas, bo może będzie wszystko dobrze. A jeśli nie, to razem z tym, co się stanie, przyjdzie łaska”. Genialne! Mogę się zadręczać tym, co będzie, ale teraz nie towarzyszy mi łaska potrzebna temu wyzwaniu. Łaska przychodzi, kiedy stajemy przed trudnością, a nie wtedy, kiedy z wyprzedzeniem się nią katujemy. Przyjaciółka mojej siostry miała rację. Mało tego, patrząc na jej życie i problemy, z jakimi mierzy się na co dzień, wiem, że to u niej w życiu działa! Objawiony w Apokalipsie Bóg patrzy w przyszłość za nas. My nie musimy ze strachem myśleć o jutrze. Zanim świat powstał, Bóg już widział to jutro i zatroszczył się o nie. Przygotował łaskę specjalnie na nie. Oczywiście ciągle mamy wybór: przyjąć ją albo odrzucić. Spójrz na wschód To, co odczytujemy w pierwszych wersach rozdziału 7, może sprawić, że poczujemy się zagubieni. Musimy więc najpierw wyjaśnić pewną rzecz. Język biblijnego objawienia jest specyficzny i bardzo często będzie przypisywał konsekwencje naszych wyborów działaniu Boga. To pewien sposób myślenia i mówienia ludzi Biblii. To, iż przeczytamy o aniołach mających moc wyrządzić szkodę stworzeniu (por. Ap 7,2b–3), wcale nie oznacza, że Bóg nakazał zniszczyć stworzenie. To z jednej strony podkreślenie mocy owych posłańców*, a z drugiej – wskazanie na coś, co ma nastąpić. Nie przypisujmy od razu aniołom będącym na usługach Najwyższego niszczycielskich chęci. Nie przypisujmy ich też Bogu. Tu należy przełożyć akcent z postaci na wydarzenie. Ma się coś stać, ale… I tu właśnie kryje się najważniejsza rzecz. Wczytajmy się dobrze w tekst. Aniołów jest czterech, bo taka liczba oznacza stworzenie. To, co ma się stać, ma dotknąć świat stworzony. Aniołowie stoją w narożnikach Ziemi. Trudno nam sobie to wyobrazić, ponieważ my wiemy, że Ziemia jest kulą, lecz w czasach, kiedy powstawała Apokalipsa, nie było to takie oczywiste. Aniołowie stoją jak strażnicy na murze. Z pozycji pierwszego widać drugiego i tak dalej. Mają wszystko pod kontrolą, nic im się nie wymknie. To znak, że przed tym, co ma się stać, nie ma ucieczki. Wszystkie drogi są obserwowane, nawet mrówka nie przemknie. Moc owych czterech posłańców jest wielka. Wstrzymują wiatry wiejące nad ziemią i morzem. Wiatr jest tutaj symbolem tajemniczej mocy, której starożytni nie umieli ujarzmić. Aniołowie to potrafią. Dają sobie radę z tym, co człowiekowi w głowie się nie mieści. Wielka jest ich siła! Aż strach pomyśleć, co będzie, kiedy zaczną działać… A to, co się ma stać, wcale przyjemnie nie wygląda. Chodzi o zagładę, o zniszczenie. Nie brzmi optymistycznie, prawda? Ale oto nadchodzi inny anioł. Zatrzymajmy się chwilę przy nim. Bardzo ważny jest kierunek, z jakiego przybywa. Od wschodu słońca! Nie, tu bynajmniej nie chodzi o romantyczną scenerię różowych zórz, które zwiastują dzień, na ciemnym niebie. Kierunek działania jest bardzo, ale to bardzo symboliczny. Nam, Polakom, być może to, co przychodzi ze wschodu, nie kojarzy się dobrze ze względu na naszą historię. Ale Izraelici mają zupełnie inne skojarzenia. Wschód jest kierunkiem działania Boga. Jeśli ma nadejść pomoc od Najwyższego, to nadejdzie od wschodu. Tak jak wschodzi słońce i rozświetla ciemność, tak samo działa Bóg. Przychodzi, by pokonać ciemności zła. Tutaj nie ulega więc wątpliwości, z czyjego rozkazu działa ten anioł. To niewątpliwie posłaniec Boga. Może jednak zrodzić się w nas pytanie, dlaczego Stwórca działa przez posłańców, a nie bezpośrednio? I znów w tym miejscu musimy się zmierzyć ze specyfiką języka biblijnego. Po pierwsze, teksty apokaliptyczne lubią sięgać po obrazy pośredników boskiego działania. Rozbudowują świat duchów niebieskich, tworząc w ten sposób dystans wobec Stwórcy. Po prostu zdaniem autorów Apokalipsy nie wypada przedstawiać Boga bezpośrednio zaangażowanego w jakieś działanie. On jest królem, a więc ma cały swój dwór, zadania do wykonania rozdysponowuje pomiędzy swoje sługi. Po drugie, kiedy przyjrzymy się tekstom biblijnym, zauważymy, że Anioł Pański bardzo często jest tożsamy z Bogiem. Po prostu Boga działającego i zaangażowanego w dzieje człowieka autorzy tekstów Pisma Świętego bardzo często nazywają posłańcem. To trochę tak, jakby chcieli podkreślić ukierunkowanie tego działania. Posłaniec zawsze jest posłany dla kogoś, w jakimś celu. Doskonale zgadza się to z przesłaniem Apokalipsy. Anioł wstępujący od wschodu ma cel, ma misję, którą musi wypełnić. Bóg w swoim działaniu jest ukierunkowany na człowieka, na ratunek dla swoich dzieci, niezależnie od tego, w co się wpakowały wskutek swoich własnych wyborów. W pojawiającym się na wschodzie posłańcu objawia się nam twarz miłosiernego Boga przybywającego z pomocą. Tak, będzie strasznie, będzie przerażająco, bo taki los zgotowaliśmy sobie swoimi wyborami. Nie ci dalecy nam źli, niewierzący, ale my wszyscy. I ci, którzy żyją z dala od Boga, i my, którzy żyjemy blisko. My też wybieramy to, co przynosi opłakane skutki. Różnica między tymi, którzy należą „do obozu Boga”, i tymi, którzy są Mu przeciwni, jest jednak taka, że my powinniśmy wiedzieć, do kogo się zwrócić, jeśli zaplątaliśmy się w sidła złych wyborów. I możemy być pewni, że Bóg przyjdzie nam z pomocą, nie zostawi nas na pastwę tego, co sami sobie nawarzyliśmy. To jest miłosierdzie Boga! Nie wyciąga z opresji tylko sprawiedliwych (takich zresztą nie ma, każdy, nawet święty kanonizowany przez Kościół, popełniał grzechy), ale tych, którzy należą do Niego, którzy Go wpuścili do swojego życia. *Słowo „anioł” pochodzi z języka greckiego, gdzie angelos oznacza po prostu posłańca. Fragment książki Apokalipsa. Księga miłosierdzia (Wydawnictwo WAM)

albo żyjesz albo się boisz